Zazwyczaj kiedy otrzymuję do rąk album ze zdjęciami ślubnymi, od świeżych małżonków, boję się go otwierać. Z góry nastawiam się na najgorsze. Zawsze uśmiecham się jeśli mogę się pozytywnie zaskoczyć. Czego się boję? Tego, że cwany fotograf, który zdecydował dorobić sobie wykonując album ślubny wykonał swoje zlecenie z wyjątkowym profesjonalizmem, adekwatnym do swej wiedzy i swej wizji profesji jaką jest fotograf ślubny.
Więc otwieram podany album ślubny i oglądam serię fotek, których raczej małżonkowie nie oprawią w ramki. Raczej nie będą chcieli przez całe wieki pamiętać jak kiepska była ich sesja ślubna. I choć robili co można aby wyczyny fotoamatora nie zepsuły im nastroju uniesień wiązanego ze ślubem, to i tak nie udało się nic zrobić, aby zdjęcia wyszły wyjątkowe.
Zwykłe kadry jak zdjęcia z popijawy ze znajomymi. Jakość jak z kompaktowego aparatu wujka. Żadnej korekty kolorów. Oklepane ustawienia, które pan fotograf ślubny podpatrzył od kolegów po fachu i maniakalnie stosuje przy każdej okazji bezpodstawnie promując je parze wmawiając, że one zawsze niesamowicie wychodzą. Ale czy jemu też? I co, jest czego się bać?
Pewnie. Mieć zdjęcia ślubne kiepskiej jakości, brak możliwości poprawki, bo nikt nie weźmie drugi raz ceremonii, to niezbyt wesoła perspektywa. Jak ją poprawić?
Przede wszystkim sprawdzić zdjęcia ślubne wykonane przez fotografa. Nie słuchać jego opowiadań jaki jest obeznany ale zawierzyć swojej intuicji. Jeśli spodobają się jego wykonane już zdjęcia ślubne to można dopiero rozmawiać dalej. Istotne aby fotograf ślubny miał obyciew robieniu innych sesji np.mody. Może to mieć istotny wpływ na pomysły na pozy. Przecież zdjęcia ślubne to też sztuka!
Podobne:
Przeczytaj również ...

